Pod ruinami Warszawy
Kiedy 5 października 1944 r. opuszczałem Warszawę jako jeniec wojenny, unosiłem w pamięci widok straszliwych zniszczeń, które oglądałem na własne oczy w Śródmieściu, na Mokotowie i na Powiślu. Wiedziałem już wtedy o bestialskim zburzeniu całego Starego Miasta, a kiedy - pożegnawszy się z najbliższymi - udawałem się na ostatnią zbiórkę, szliśmy z żoną, która mnie odprowadzała, dosłownie po ruinach naszego domu, potykając się co chwila to o kupę gruzu, to o starą sztabę żelazną, to wreszcie o jakąś zgniecioną i podartą książkę z mojego księgozbioru. Tego samego rodzaju obrazy towarzyszyły mi również przez parę następnych godzin, w czasie przemarszu przez miasto, to wszystko zaś, co usłyszałem jeszcze od kolegów i co zakomunikowano mi później w oflagu (Oflag II D w Gross Bom), gdzie stale prowadzono tajny nasłuch londyńskich komunikatów radiowych, utwierdziło mię w przekonaniu,, że Warszawa - umarł a... Odbiciem tych informacji, a zarazem tego ponurego nastroju, który mnie wtedy ogarnął, jest właśnie poniższy artykuł, napisany w listopadzie 1944 r. do jednej z obozowych gazetek ściennych, zachowany zaś jedynie w małym fragmencie, zaplątanym pośród moich papierów.
Wojna .